Dzisiaj jest

sobota,
21 lipca 2018

(202. dzień roku)

Święta

Sobota, XV Tydzień zwykły
Rok B, II
Dzień Powszedni albo wspomnienie Najświętszej Maryi Panny w sobotę albo wspomnienie św. Wawrzyńca z Brindisi, prezbitera i doktora Kościoła albo wspomnienie św. Apolinarego, biskupa i męczennika

Dźwięk

Brak pliku dźwiękowego

Licznik

Liczba wyświetleń strony:
652

Chrystus błogosławił dzieci, a nauczał dorosłych. A my…???

 

O takiej mszy marzymy. Mszy, na której nasze małe dzieci nie przeszkadzałyby nam dorosłym w owocnym przeżywaniu Eucharystii. Byłyby całkowicie pochłonięte, zaabsorbowane tym co się dzieje. To marzenie wielu rodziców.

Przyznam się szczerze – patrząc także okiem duszpasterza – podziwiam rodziców za ich trud wychowania, pełen szacunek wobec tych, którzy mimo płaczu dziecka, uczą je od najmłodszych lat atmosfery sacrum, pierwszych słów modlitwy, liturgii, pokazują dziecku, że niedziela bez mszy świętej jest nie taka jaka być powinna.

Stawiamy postulaty, żądania, dlaczego nie wpisać w grafik parafialnego duszpasterstwa niedzielnego takiej mszy dla dzieci, z kazaniem dialogowanym, śpiewami, może i formularzem mszy dla dzieci? Czy stan obecny jest jakimś totalnym niezrozumieniem potrzeb rodziców przez duszpasterzy, brakiem wrażliwości księży, czy niezrozumieniem rozwoju dziecka, jego potrzeb poznawczych, pojmowania świata, religijności?

Kochani,

Pozwólcie, że odwołam się do najmądrzejszej księgi – Pisma Świętego. Jezus faktycznie chce byśmy wprowadzali dzieci w świat wiary. W Ewangelii Mateusza czytamy: I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje” (Mt 18,3-4). Jezus sam dotyka dzieci (por. Łk 9,47-48), a wrażliwości na sprawy wiary mógłby pozazdrościć dziecku niejeden dorosły! Na innym jednak miejscu porównuje Pan Jezus niedojrzałych chrześcijan, do zbuntowanych, nieokiełzanych dzieci przebywających na rynku: „«Z kim więc mam porównać ludzi tego pokolenia? Do kogo są podobni? Podobni są do dzieci, które przebywają na rynku i głośno przymawiają jedne drugim: „Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie płakali”. Przyszedł bowiem Jan Chrzciciel: nie jadł chleba i nie pił wina; a wy mówicie: „Zły duch go opętał”. Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije; a wy mówicie: „Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników. A jednak wszystkie dzieci mądrości przyznały jej słuszność»” (Łk 7,32-35).

Jezus chce byśmy dopuszczali dzieci do wiary, sam strofuje apostołów, za brak zrozumienia tej potrzeby dziecka, ale i tu możemy być zaskoczeni!!! Jezus nie naucza dzieci, nie wykłada im prawd Ewangelii, ale wkłada na nie ręce (por. Mt 19, 13-15). Kiedyś w Gościu Niedzielnym – ks. Tomasz Jaklewicz zauważył pewien paradoks naszych czasów: Jezus błogosławił dzieci, a nauczał dorosłych, a my dzisiaj nauczamy dzieci a błogosławimy dorosłych. Efektów takich działań nie sposób nie zauważyć. Mamy coraz więcej dorosłych chrześcijan, nieuświadomionych swojej wiary. Z jednej strony wielu z nas jest bardzo mocno wykształconych, ale w sferze religijnej wiedza religijna jest daleko od zdobytych kwalifikacji zawodowych. Nieumiejętność rozeznania grzechu, niewiedza na temat obowiązującego postu, świadome wprowadzanie w błąd innych wierzących, będąc przekonanym, że się ma racje, są tego doskonałym przykładem. Ktoś powie, co to ma wspólnego z potrzebą mszy niedzielnej dla dzieci.

Przede wszystkim niedziela jest dniem Pana, jedyną dla wielu wierzących okazją, by spotkać się razem. Dla wielu parafian, nie zaangażowanych w żadne wspólnoty parafialne, czy nie uczestniczących w życiu parafii, albo nie wykorzystujących okazji słuchania codziennych homilii mszalnych w ciągu tygodnia – niedzielna msza pozostaje jedyną możliwością formowania ludzkiego sumienia. A przepowiadanie, do którego należy niedzielna homilia, stawiane jest na pierwszych miejscu w misji prorockiej Chrystusa, a także kapłana. W praktyce homilia, stoi w hierarchii wartości przed katechezą. To ona, jako żywy przekaz –  rodzi w słuchaczach wiarę. Święty Paweł wyraźnie zaznaczał: „Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa” (Rz 10,17).

Kierując kazanie dla dzieci, kaznodzieja musi użyć specyficznego języka. Bardziej zbanalizowanego, obrazowego. Symbolika, obrazowość pomaga dzieciom zrozumieć prawdy wiary, ale też niesie niebezpieczeństwo ograniczenia ich znaczenia. O ile w przypadku dzieci, taki zabieg jest dopuszczalny, bowiem świat dziecka wymaga przystosowania treści do sposobu percepcji dziecka, o tyle te same narzędzia stosowane w przypadku dorosłych chrześcijan są bardzo ograniczające zrozumienie treści wiary. Tłumaczenie przez dorosłych, że takie kazania są zrozumiałe dla nich może być wystarczającym sygnałem banalizacji wiary w życiu wierzących.

Czasem słuchanie kazań dla dzieci może być pożyteczne. Ale też trzeba przyznać, że jest wygodne, bo przecież z dziećmi nie podejmuje się trudnych tematów (np. wierności małżeńskiej), cudzołóstwa, problematyki moralności małżeńskiej.

Warto przypomnieć, że dzieci nie są pozbawione mszy specjalnie odprawianych dla nich. Przykładem są tak zwane msze szkolne, z przygotowaną dla nich odpowiednią homilią. W naszej parafii taka msza ma miejsce w każdy czwartek, o godz. 16.30. Niestety wielu rodziców nie wykorzystuje tego rodzaju okazji dla swoich dzieci.   

W całej dyskusji wokół tej tematyki nie można pominąć uchwał II Synodu Archidiecezji Katowickiej. Synod do tego stopnia zauważa problem banalizacji homilii, że nawet zarządza by „by podczas mszy z udziałem dzieci oraz mszy roratnich homilię kierować także do dorosłych uczestników liturgii” (SAK 246).

Oczywiście można by wyjść naprzeciw oczekiwaniom rodzin. I zorganizować osobną mszę dla dzieci czy rodzin. Ale wtedy (zgodnie z oczekiwaniem obowiązującego w naszej diecezji Synodu): „Zaleca się, aby w czasie mszy świętych dla rodzin organizowano odrębną liturgię słowa dla dzieci” (SAK 254).

I tu jest, jeśli chodzi o naszą parafię rodzi się dylemat! Jedynym rozwiązaniem jaki można by przyjąć jest stworzenie osobnej liturgii słowa z homilią dla dzieci. To wymagałoby przyjęcia wzorów podobnych (np. jak u Ojców Franciszkanów). Tam niedzielna Eucharystia dla dzieci toczy się do liturgii słowa jednocześnie w dwóch miejscach (kościele) oraz  kaplicy dla dzieci (tak zwanym akwarium). Po homilii dzieci wprowadzane są do kościoła na moment liturgii Eucharystii aż do jej zakończenia.

Dlaczego to rozdzielenie liturgii Słowa? Chodzi zadbanie o odpowiedni poziom duchowy wierzących. Bez pewnego poziomu duchowego formacji chrześcijańskiej dorosłych nie można mieć złudzeń co do formacji religijnej dzieci. Na razie myślę, że warto dostrzec możliwości mszy szkolnej dla dzieci. Niestety jak samemu warto zadać sobie pytanie, czy wykorzystuję możliwości mszy szkolnej dla mojego dziecka, nie wspominając już o roratach w czasie adwentu? Czy czasem samemu nie chciałbym dyspensować się od kazania, które wymaga ode mnie uwagi, głębszych refleksji, podjęcia nawrócenia? Kazanie zaś dla dzieci jest często dla mnie „łatwostrawne”, forma kazania w wersji light, a obecność na takiej mszy może być wyrazem mojego dobrego samopoczucia. Tylko pytanie czy w dojrzałej religijności o to chodzi? Czy wyłącznie chodzi o to by było łatwo, prosto i  przyjemnie?

Argumentem, celnym i często podnoszonym jest problem opanowania dziecka, które jest znudzone liturgią dla dorosłych! Oczywiście – zdarza się czasem wiele nieporozumień i zbytniego przesadzania albo ze strony duszpasterza albo rodziców. Ze strony nas księży jest to zbytnie przewrażliwienie na płacz dziecka, zbyt impulsywna reakcja, która może onieśmielać rodziców we wprowadzenie dziecka w świat wiary. Tu na pewno jest wiele naszej winy. Ale czasem i mądrej decyzji. Jeśli płacz dziecka nie jest tak intensywny i nie przeszkadza skupić się innym wiernym na liturgii, wtedy rodzice nie muszą czuć się zakłopotani obecnością dziecka na mszy świętej. Szczególnie jeśli to jest msza z udziałem wielu dzieci, nazywana w obiegu od wielu lat dziecięcą albo rodzinną. Z drugiej strony, czasem można zauważyć brak reakcji rodziców na płacz dziecka, który przeszkadza innym uczestnikom liturgii w odpowiednim jej przeżyciu. Może dotyczyć nie tylko płaczu, ale w ogóle zachowania dziecka, które bez uwagi rodziców biega po całym kościele. Trzeba tu na pewno ze strony rodziców odpowiedniej reakcji i wyczucia sytuacji. A przede wszystkim troski o dziecko. Warto wtedy podejść do zakrystii, uspokoić płaczące dziecko, z którym można kontynuować przeżywanie liturgii. Widzimy zatem, że wszystko zależy od odpowiedniego nastawienia i odrobiny wyrozumiałości każdej ze stron.

 

Ks. Marcin Niesporek


 Kontakt z autorem artykułu: